Czy to prawda, że nurkowie dzielą się na tych, którzy sikają w pianki i na tych, którzy sikają, ale się do tego nie przyznają?

Facebookgoogle_pluspinterest

Dziś na tapecie kolejny mało elegancki temat – oddawanie moczu. Chcąc nie chcąc, będzie to dość istotny element w nurkowaniu. Często będziemy odczuwali potrzebę oddania moczu. Dlaczego? Ponieważ poza wysiłkiem, stresem i zimnem, powodującym szybszą jego produkcję, zachodzi jeszcze jeden proces. Polega on na tym, że gdy nurek znajdzie się w pozycji pionowej (wchodząc do wody), ciśnienie zewnętrzne wyciska krew z dolnych części ciała ku górze. Zwiększa się w ten sposób ilość krwi napływającej do serca. Nieopodal  znajdują się zaś receptory ciśnieniowe, kierujące między innymi pracą nerek. Wydają one nerkom sygnał do wydalania zwiększonej ilości moczu ( ponieważ  „czują”, że w organizmie jest zbyt wiele wody). Stąd często, zanim jeszcze włożymy głowę pod wodę, już zaczynamy odczuwać potrzebę.

Nurkowie dzielą się na dwie kategorie: na tych co sikają w pianki i na tych, którzy się nie przyznają. Prawdopodobnie sikają wszyscy. I dobrze. Ponieważ długie trzymanie moczu może powodować dysfunkcje pęcherza oraz inne schorzenia. No i nie ukrywajmy. Nurkując w zimnych wodach „efektem ubocznym” odcedzenia kartofelków jest (choć chwilowy) komfort termiczny.

Inną sprawą jest, że gdy koncentrujemy się na zwarciu pęcherza, nie możemy skupić uwagi na innych zadaniach (ciężej nam będzie np. przełączyć gazy podczas nurkowania technicznego które wymaga precyzji i koordynacji czasowo/ głębokościowej). Wie o tym ten kto choć raz znalazł się w sytuacji skrajnego parcia, bez możliwości ulgi.

Niesie to też za sobą duży dyskomfort psychiczny, co może być potencjalnie niebezpieczne w prawidłowym przebiegu nurkowania. Odbycie do końca przystanku dekompresyjnego jest dużo ważniejsze niż pragnienie znalezienia się w toi toi-u na brzegu.

Spytacie zatem: jak sobie z tą fizjologiczną przypadłością radzić?

Ograniczanie spożywania płynów nie jest dobrym pomysłem. Odwodnienie nurka jest bardzo niebezpieczne (ale o tym w innym poście).

Musimy więc jakoś ten problem rozwiązać. Mamy kilka możliwości:

  • ograniczać czas nurkowania w zależności od zapełnienia pęcherza;
  • nurkować tylko w skafandrze mokrym -> marznąć, sikać i prać;
  • nurkować w suchym -> mniej marznąć, ale mieć na uwadze, ze co któreś nurkowanie będziemy musieli wyskoczyć wcześniej niż zakładaliśmy przez ogromne parcie i dyskomfort.

albo

  • nauczyć się radzić sobie z sikaniem pod wodą czyli zacząć stosować pieluchy lub zawory „ulgi” p-valve.

Znajdą się fani jednego i drugiego sposobu. Który lepszy? O tym musi zdecydować każdy na podstawie własnych doświadczeń. Dla mnie osobiście, pieluchy SENI(or) sprawdzają się znakomicie. Dla chcących poznać tajniki zapraszam na indywidualne konsultacje pt. „Korzystanie z pieluch podczas nurkowania”.

Porada: jeśli widzisz nurka wybiegającego z wody w sucharze, jakby go piorun strzelił – nie pytaj! Rozpinaj!

Kończąc opowieści o nieeleganckich praktykach nurków wracam na koniec do zdziwionych oczu kursanta, obserwujących zachowanie instruktora lub współnurkujących. Doświadczenie pokazuje, że zdziwienie szybko przeradza się w zrozumienie. A w dalszej kolejności powoduje niezmiernie dziką radość, z tego, że skoro jestem nurkiem, to mogę i ja!

Pamiętajcie. Nic co ludzkie nie jest nam obce.

Smarkajcie, plujcie, bekajcie, sikajcie – NA ZDROWIE!

Facebookgoogle_pluspinterest

1 komentarz

  • Ja nigdy nie sikałem i nikt mi nie wierzy 🙁

    Michał M.,
  • Odpowiedz na „Michał M.Anuluj pisanie odpowiedzi

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *